Historia projektu

Jak to wszystko się zaczęło?

Kilka słów od autorki:

Praca w wyjazdowych projektach muzycznych – których podczas studiów miałam sporo – bardzo często wiąże się z wielogodzinnymi podróżami. I to właśnie podczas takich podróży zaczęły powstawać pierwsze pomysły na koncepcję spektaklu oraz szkice piosenek. Czułam wtedy, że chciałabym na swój sposób pokazać światu jak odbieram rzeczywistość. Jak czuję świat i ludzi na tym etapie swojego życia.

Zaczęłam od mapy myśli. Posypały się hasła: ‘pogoń za marzeniami vs rzeczywistość’, ‘świat, który kreuję w mojej głowie to takie moje miasto’, ‘czy warto wierzyć w sztukę?’, ’niedokończone historie’, ‘natrętne myśli’, ‘stres’, ‘niepewność’, ‘słowa, których zabrakło’, ‘ucieczka’, ‘czy istnieje jedna właściwa droga?’… 

W wyniku burzy mózgów powstało kilka fikcyjnych postaci, odzwierciedlających konkretne emocje i stany. Splot różnych zbiegów okoliczności, (nie)przypadkowych rozmów i wydarzeń (np. przeczytanie tomiku wierszy T.S. Eliota – będącego podstawą do napisania słynnego musicalu “Koty”) sprawiły, że podjęłam decyzję o przedstawieniu postaci jako kotów. Kotów, które – tak jak u Eliota – symbolizowały ‘coś więcej’.

Zaczęłam pisać scenariusz fabularyzowanego koncertu i kolejne piosenki. Tworzyłam w głowie melodie – najbardziej ciągnęło mnie w stronę jazzu, rocka, a trochę w kierunku muzyki funk. Szukając kogoś kto pomógłby mi je porządnie zapisać zwróciłam się do Łukasza Czyża, który najpierw pomógł mi spisać moje pomysły, a potem zaczął dodawać własne, tworzyć harmonię i stopniowo – do dzisiaj nie wiemy kiedy to się stało – awansował na kompozytora.

W międzyczasie trwały także moje poszukiwania dramaturgiczne i nieustannie towarzyszące mi pytanie: Porywać się na tworzenie fabuły spektaklu czy jednak pozostać przy wersji koncertowej?

W 2022 roku powstało kilka draftów scenariusza. Drabinka dramaturgiczna co chwilę zmieniała kształt, a postacie pojawiały się i znikały. Nie byłam jednak pewna historii, więc odłożyłam wszystkie moje ‘wymyślne’ pomysły na fabułę i dałam sobie czas na odpowiedź na pytanie: Po co tak naprawdę ja to wszystko robię?

I… pojawiła się Molly. Bohaterka, która – podejmując zbyt wiele decyzji pochopnie i pod wpływem emocji – zagubiła się w pogoni za swoją pasją i która zadaje sobie to samo pytanie co ja – jadąca autokarem i trzymająca laptopa na kolanach: “Czy warto wierzyć w sztukę?”.

Powstał wtedy nowy pomysł na fabułę. Opisałam historię młodej kobiety, która poszukuje swojej drogi. Z udziałem (rzecz jasna) kocich towarzyszy, którzy pojawiają się w jej w głowie uosabiając emocje, stany, odczucia i wspomnienia bohaterki.

Podczas tworzenia spektaklu nie uzyskałam pełnych odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Przeciwnie – powstało wiele nowych pytań i wątpliwości. Podróż trwa i nie zakończyła się w dniu premiery. Myślę, że główną ideą tego projektu było podejmowanie nieustających prób pomimo wątpliwości, a także chęć stworzenia spektaklu z grupą wyjątkowych artystów, którym jestem bardzo wdzięczna za wspólną podróż.

A czy “warto próbować i wierzyć w sztukę?” – cóż… spytajcie za kilka lat…